• Wpisów:1
  • Średnio co: 3 lata
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 18:58
  • Licznik odwiedzin:682 / 2205 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej ! Przyznam szczerze, że jestem tutaj, bo potrzebuję wsparcia, chcę Was niecnie wykorzystać i poprosić o pomoc o wiarę we mnie i dobre słowo, obiecuję, że kiedy ktoś będzie potrzebował tego samego ode mnie na pewno się odwdzięczę ! Faceci potrafią mówić, że każda kobieta obecnie powinna być szczupła, wręcz chorobliwe chuda. Ja taka nie jestem... to najgorsze utrapienie mojego życia tak myślę, czyli ciągła walka z nadwagą. Obecnie cieszę się już prawie pełnoletnością, całkiem nieźle daję radę w szkole, mam wiele pasji i jestem pozytywnie nastawiona do życia i ludzi. Przez świat jestem jednak postrzegana jako zgrubiałby kujon lub nieszkodliwa pulchna albo optymistyczna kluska,ale co ona wie . . . Moje problemy zaczęły się około 3 lat temu, notorycnie obżerałam się słodyczami, co wkońcu musiało odbić się na moim zdrowiu i tak rok temu przywitał mnie w nocy przeszywający ból w okolicy krzyża, kamień nerkowy, powstały z nadmairu magnezu pochodzącego ze zjadanych przeze mnie w ilościach hurtowych (dziennie) czekolad. Taka młoda, a już ma taki problem ?! Wtedy postanowiłam, biorę się za siebie, był marzec. Schudłam 2 kg i zajęłam się życiem codziennym i zalataniem, wróciłam do starych przyzwyczajeń. W kwietniu zrobiło się nagle ciepło..., tak to ta chwila nie mogę już na siebie patrzeć, wyjęłam starą płytę z ćwiczeniami odchudzajcymi i co wieczór poświęcałam się tej rozrywce, zaczęłam też mocno kontrolować co jem, jadałam tylko rano, zwyczajnie nie chciało mi się jeść w ciągu dnia nic a nic, wracłam do domu o 20 (zajęcia dodatkowe) i oddawałam się ćwiczeniom nie miałam czasu na podjadanie. Chudłam stopniwo co jakiś czas pozwalając sobie na zbyt duże pzyjemności. Przekraczając próg nowej szkoły byłam zkochana, lżejsza o prawie 20kg i szczęśliwa. Nowa szkoła, nowe obowiązki i wyzwania i tak raz kupiłam na wieczór czekoladę innym razem ciastka, zawsze mówiłam sobie od jutra zaczynam żyć tak jak w wakacje, ale brakowało mi motywacji, rozstałam się z nim, bo wolałam oddać się wieczornemu celebrowaniu jedzenia batona i ciatsek. Potem do słodyczy przy moim już niezwykle rozepchanym żołądku doszły wszystkie możliwe przekąski a ostatnimi czasy jadłam co mogłam byle coś przeżuwać. Teraz stojąc na wadze widzę 74kg. Jestem chora na tarczyce, ale to nic nie zmienia, bo skończyłam już dawno brać horomony. Wczoraj stając na wadze nie poczułam się źle. Jednak gdy czuję ocierające sie o siebie uda i pot wypływający mi na czoło w ten upał (przecież nie ubiorę krótkich shortów z tamtego lata ani bluzeczki, bo wszystko "poucieka" mam na twarzy mnóstwo wyprysków, i co najgorsze towarzyszy mi wielbłądzi garb. Rodzina zaczyna się ze mnie naśmiewać, a ludzie stopniwo nie poznają mnie na ulicy. To już chyba czas ! Jutro jest 10 lipca, to sensowna data by rozpocząć walkę ze sobą przede wszystkim, by zacząć nowe życie, bo mam nadzieję już nigdy nie wrócić do słonia, którym teraz jestem. Chcę pewności siebie, odwagi i samozaparcia ! POtrzebuję Waszej pomocy, dlatego tu jestem Razem raźniej, może ktoś ma taki problem jak ja? Może miał i teraz chce mi pomóc ?
Dziewczyny jutro wielki dzień, zaczynam od porannego biegania, na pewno napiszę jescze to i owo.
Buziaki !
PS: Mam 164cm wzsrostu. Same widzicie jest problem.